Rozdział 3
Rozbicie było zamierzone. Ale w czym ma nam pomóc śmierć ? Przed czym chciała nas uchronić Perry ? Tego się oczywiście nie dowiemy. Ale ja i Peeta wciąż analizujemy zdarzenia i tylko domyślamy się kto mógł ją zabić. Na liście jest m.in. Rebecca Universe. To oczywiste, że dla władzy człowiek zrobi wszystko.
Tylko jest takie pytanie. Po co ?
Swoje przemówienie wygłosi jutro... o godzinie dwunastej. Pewnie wszystkie telewizory w Panem będą włączone na tym kanale. Nas też zżera ciekawość.
Siedzimy na dworcu i czekamy na Gale'a. Peeta bardzo się stresuje spotkaniem. Z resztą ja też. Od paru lat go nie widziałam. Nawet nie pisaliśmy ze sobą. Mam wyrzuty sumienia, ale jak bardziej się zastanowić to on mnie zostawił. Ale ja przecież też. Trzy razy go opuszczałam, a on mnie naprawdę kochał. Może często się raniliśmy, ale trzeba sobie wybaczać.
Wpatruję się w przestrzeń. Peeta musnął mnie w policzek pierwszy raz od wyborów. Nie może jeszcze w to uwierzyć...
W naszą stronę idzie wysoki mężczyzna i dwie inne małe osóbki. Nie mogłam uwierzyć, że ma dzieci, ale co się dziwić. Zawsze o nich marzył...
Przypuszczam, że wciąż nie może się nimi nacieszyć. Są piękne. Chłopiec i dziewczynka. Brunet i brunetka.
Idą bardzo nieśmiało i niepewnie. Pierwszy raz patrzę z takim zachwytem na maluchy.
Gale podchodzi do nas i najpierw wita się z Peetą. Zamieniają kilka słów i nawet się uśmiechają. Nie wiedziałam, że ich relacje są tak wspaniałe. A może Peeta chce mi pokazać, że się nie boi i teraz myśli, że jest lepszy. O nie... Mamy równe szanse, tym bardziej, że jestem jego przyjaciółką. Chyba. Jesteśmy oboje z Gale'm coś sobie winni. Jeszcze spłacę mój dług.
Po rozmowie z Peet'ą patrzy na mnie swoimi wielkimi oczami i szczerzy zęby. Dużo się zmienił. Teraz inaczej patrzy na świat. Mówimy sobie zwykłe cześć. Peeta patrzy na mnie i oczekuje jakieś działania. Nie wiem o co mu chodzi, więc po prostu stoję i czekam na dalszą część spotkania.
Nagle Peeta się odzywa i mówi Gale'owi o naszej sytuacji. Bum, prezydent i rozpacz. W skrócie.
Nie ma nic przeciwko naszego nocowania. Nawet powiedział, że jego żona bardzo chciała nas poznać. Kibicowała nam na Igrzyskach...
Idziemy parę przecznic na wschód. Dzieci wpatrują się na nas jak na jakiś obcych. Skręamy w bardzo kameralną uluczkę.Przyglądam się pobliskim blokom. Peeta pociąga mnie za kaptur i pokazuje na drugi dom od lewej. Widać na nich wielkie i grube napisy :
'Tylko wy możecie powstrzymać RU...pokażcie jej, że nie jesteśmy bezradni'
Czytam to i czytam. Gale jest pięć metrów dalej i robi to samo. Peeta idzie bliżej. Dotyka ściany i spogląda na mnie.Ja również to robię, ale to co widzę kompletnie mnie szokuje.
Widnieją tam dziwne znaki. Coś w rodzaju mieszanki symbolów.
Do jednego nie mam wątpliwości. To z pewnością Kosogłos. Ale nie taki zwykły. Jego skrzydła płoną niebieskim ogniem, a na głowie widnieje srebrna korona. Jego dziub jest otwarty. Jakby chciał coś nam powiedzieć.
-Co to ma znaczyć ? - szepcze Peeta.
-Pewnie szykuje się... wojna... - mówimy jednocześnie
Czekam na kolejny rozdział :D
OdpowiedzUsuńtylko nie rób błędu jak niektóre blogi, że wszystkie akcje będą się szybko działy :)
Okok :* ;) zaraz poprawie c;
UsuńBardzo fajny rozdział <3
OdpowiedzUsuńSzpileczka :*