Siedzę na brzegu kanapy i czekam na godzinę dwunastą. Telewizor jest włączony na odpowiednim kanale. Za chwilę cały dom schodzi się do salonu i wyczekuje wydarzenia razem ze mną. Wszystkim serce bije sto razy szybciej.
Po reklamie słyszymy głos komentatora, który zapowiada przemówienie Pani Prezydent. Wielka dama wychodzi. Ubrała się w piękną burgundową sukienkę. Jest dość niska i pulchna. Patrząc na nią, mi niczego nie brakuje.
Staje przed mikrofonem i zaczyna :
-Jestem bardzo dumna z tego, że mogę polepszyć nasze Panem i zlikwidować błędy, które wcześniej popełniła Paylor. Dziękuje wszystkim, że głosowali na mnie, gdyż to było godne posunięcie.
Mam wielką nadzieję, że zadowolę każdego mieszkańca wszystkich zakątków naszego państwa. Dzięki mnie, zmienimy je na lepsze.
Wszyscy czekamy na głębsze wyznania Rebecci, ale słyszymy tylko podziękowania i ich uzasadnienia.
Gdy wszyscy myślą, że to już koniec przemowy, dodaje :
- Już wcześniej myślałam nad dodaniem kilku reform na wstępie. Mamy wystarczająco dużo czasu. Jestem pewna, że nikt nie będzie zawiedziony.
Otóż razem z mężem uznaliśmy, że dla bezpieczeństwa wszystkich obywatelów, odetniemy drogi przemieszczania się po innych dystryktach. Ułatwi to funkcjonowanie urzędów. Unikniemy wszelkich rodzajów nieporozumień.
Uproszczając - jeśli jesteś w dystrykcie, to już nie możesz się z niego ruszyć. Chybaa, że dostaniecie ode mnie specjalnej zgody.
Myślę, że postąpiłam słusznie i wszyscy są zgodni ze mną.
Telewizor wyłącza Gale'a. Nie chce więcej słuchać tej jędzy. Ale tak jak i my.
Peeta wyszedł z pokoju i pobiegł na górę. Ja za nim. Nie pukając do pokoju, wbiegam i ląduje w jego objęciach. Kocham go mimo jego niektórych faz osaczenia. Wiem, że tylko ja mogę go uspokoić. Uwielbiam jego namiętne oczy, one potrafią wszystko... Gdy ma siły coś powiedzieć, szepcze do mojego lewego ucha :
-To...pułapka Katniss.
Ja to wiem. Całuje go i szepcze mu :
-Mamy szanse jeszcze uciec do domu.
Peeta weryfikuje propozycję i zgadza się, że to świetny plan. Nie wszystkie tory pociągowe zostały odcięte.
Gdy jesteśmy już w progu, biegnę do Gale'a i mówię mu o wszystkim.
A potem odpowiada :
-Trzymajcie się.
Biorę te słowa do serca i idę do męża. Jest bardzo zaniepokojony. Straciliśmy godzinę, ale pewnie Universe nawet jeszcze nie skończyła przemówienia.
Śnieg przestał padać, ale i tak pogoda była nieprzyjemna. Skręcamy w jedną uliczkę. Potem w drugą.
Wciąż myślę o tych znakach na blokach. Widze je w oddali. Niebieski Kosogłos. Peeta patrzy mi w oczy i pokazuje smutny uśmiech. Czasem naprawdę się cieszę, że go mam.
Wiele razy prosił mnie o dzieco, ale ja nie jestem gotowa. Nie wiem czy kiedykolwiek będę. Teraz widzę prawdziwy uśmiech nas obojga, bo w oddali widzimy stację...Gdy myślimy, że jest już blisko...
Kontakt wzrokowy z Peetą, odcina mi czyjaś ręka. Słysze krzyki i miotanie się. Nie mogę się uwolnić od...mocnego uścisku wysokiego mężczyzny...
Tak Peeta...to pułapka.
Bardzo fajny rozdział, dzięki!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej rozdziałów :)
OdpowiedzUsuńSuper rozdział <3
OdpowiedzUsuńSzpileczka :*